Witam wszystkich ponownie!
Dzisiaj trochę o tematyce bezpieczeństwa. Jeżdżąc rowerem zauważyłem pewne zależności, występujące wśród rowerzystów. A dotyczą one kwestii kasków. Jak każdy zapewne sam zauważył, wielbicieli dwóch kółek możemy podzielić na tych co mają je na głowie podczas jazdy oraz na tych co ich nie mają. Ja sam osobiście zaliczam się do tej pierwszej kategorii. Nie wyobrażam sobie wyjazdu na rower bez kasku. Nie ubieram go dla szpanu, tylko dla własnego bezpieczeństwa. Powiem to jeszcze inaczej, ufam własnym umiejętnością jeździeckim, ale nie ufam innym użytkownikom dróg, dlatego zawsze mam go na głowie. W razie niefortunnego wypadku wolę przeżyć niż zginąć, albo na całe życie zostać warzywem. Także tym co noszą kaski szczerze gratuluję :D a tych co myślą że kaski ubiera się tylko dla szpanu, albo że są stworzone tylko dla cieniasów, zachęcam do ponownego przemyślenia powyższych słów.
Pamiętam kiedyś pewną zabawną sytuację, przejeżdżałem obok rodziny z dwójką dzieci. Rodzice widząc mnie, zatrzymali się, wytrzeszczyli oczy jakby zobaczyli kosmitę, po czym stwierdzili jednogłośnie "Szpaner". Za to dzieciaki pokiwały mi, na co odpowiedziałem tym samym, a one z radości aż podskakiwały. Ich uwagę przykuł mój czarny kask i dziwiły się co to jest, dopytując się rodziców. Niestety nie zdążyłem usłyszeć ich odpowiedzi, ale miałem chęć zawrócić i przywitać się z nimi, oznajmić im że nie jestem szpanerem tylko dbam o swoje bezpieczeństwo. Ale do nich i tak by to pewnie nie dotarło. Prędzej dzieci zrozumiałyby moje słowa.
Czasami zdarza mi się też widzieć całe rodziny na rowerach, dzieci jadące z przodu, są wzorowo ubrane w kaski, ale już u rodziców jadących z tyłu kasku brak. Jest to dla mnie czysty absurd. Karzecie robić dzieciom coś czego sami nie robicie. Jeżeli nie chcecie założyć ich dla bezpieczeństwa, to zróbcie to chociaż dla dobrego przykładu.
Do uśmiechów i gwizdów przechodniów zdążyłem się już przyzwyczaić. Zawsze odpowiadam im tzw. gestem zwycięstwa (zaciśnięta pięść skierowana ku górze) oraz szerokim uśmiechem. Zazwyczaj to skutkuje, sprawiając że mina delikwenta, zamienia się z radosnej w zakłopotaną.
Nie wiem dlaczego, ale ogół społeczeństwa w Polsce chyba nadal uważa że kaski noszą tylko profesjonalni kolarze. Albo tłumaczą się że oni szybko nie jeżdżą, więc nie potrzebują kasku. Nic bardziej mylnego. Przecież sam upadek ze stojącego roweru i uderzenie głową w twardą nawierzchnię może doprowadzić do trwałych zmian w mózgu.
Chciałbym aby ten wpis był swego rodzaju apelem, skierowanym do rowerowego społeczeństwa. Ludzie noście kaski, pewnego dnia mogą wam uratować życie!!!
A jak już sami się do nich przekonacie, postarajcie się, przekonać innych.
Życzę miłego wieczoru i "pięknych asfaltowych dróg" ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz